Jeden prosty krok do rozwoju

W poprzednim numerze „Mojej Piętnastki”, w swoim felietonie zadawałem pytanie, na ile budowa metra przyczyniłaby się do rozwoju naszej dzielnicy. W czasie tych trzech miesięcy w Krakowie i Nowej Hucie pojawiło się wiele ciekawych głosów dotyczących tej inwestycji – niestety do dzisiaj nie znamy szczegółów realizacji tego planu.  Kontynuując rozważania o rozwoju naszego miejsca zamieszkania, chciałbym przytoczyć jeden przykład i udowodnić tym samym, że wystarczy jeden prosty krok, który pozwoliłby „rozwinąć skrzydła” Nowej Hucie. W odróżnieniu od decyzji odległych urzędów i nieznanych urzędników, na to co zaproponuję wpływ ma każdy z nas. Czy przykład z USA można przełożyć na Nową Hutę?

 

       

Howard, USA

Howard, USA

     Rozwój miasta zależy od wielu czynników, do których zaliczyć można takie, na które człowiek nie ma większego wpływu np. położenie geograficzne czy pogodę. Są też inne: baza gospodarcza, demografia, redystrybucja pieniędzy z podatków, inwestycje. Władze miasta co jakiś czas wydają dokumenty, wielkie plany, niczym znane z poprzedniej epoki pięciolatki, które jednak często upadają, zanim na dobre wejdą w życie. Na większość z tych elementów, nie mamy na co dzień większego wpływu, ze względu na nienajlepszy system społeczno–polityczny. Co zatem możemy zrobić?

W 1995 roku grupa młodych osób z Howard, małego miasteczka w Dakocie Południowej w USA, postanowiła znaleźć sposób na rozwój ich miejsca zamieszania. Miasto stopniowo wymierało, rodziło się coraz mniej dzieci, młodzi ludzie po osiągnięciu pewnego wieku wyjeżdżali – Howard potrzebowało natychmiastowego impulsu rozwojowego. Trzy tysiące mieszkańców nie miało pomysłu jak to zrobić. Kolejne władze miejskie kontynuowały drogę ku powolnemu upadkowi. Jak mówili mieszkańcy, za kilkadziesiąt lat z miasta, które niegdyś tętniło życiem, pozostaną tylko puste budynki. Młodzież nie mogła pogodzić się z faktem, że miejsce ich urodzenia, z którym są związani emocjonalnie, przestanie istnieć. Stworzyli i rozprowadzili ankietę. Był to strzał w dziesiątkę. Wynikało z niej, że większość mieszkających tutaj osób jeździ na zakupy do sąsiedniego miasteczka.  „Niech dolary z Miner zostaną w Miner Country” – postulowali młodzi ludzie, w odpowiedzi na wynik badania, sugerując by mieszkańcy wydawali pieniądze w lokalnych sklepach. Ich entuzjazm udzielił się wszystkim. Zarobione dolary pozostawały w miasteczku, które w ciągu kilku lat stało się centrum przedsiębiorczości – powstały nowe firmy, a młodzi ludzie przestali wyjeżdżać, nastąpił powtórny rozkwit miasta.

Nowa Huta, Fot. Paweł Krawczyk / Magiczny Kraków

Nowa Huta, Fot. Paweł Krawczyk / Magiczny Kraków

Co można wynieść z tej niezwykłej historii? Każdy z nas jest w stanie zmienić rzeczywistość. Jak pokazali młodzi, ambitni i pełni zapału młodzi ludzie z małego miasteczka w USA, najważniejsze jest wspólne działanie. Znaleźli oni proste rozwiązanie, niewymagające wiele wysiłku, a jakże skuteczne. Większość z nas widzi w Nowej Hucie dzielnicę z ambicjami, która jednak nie rozwija się dostatecznie szybko. Na ulicach można usłyszeć, że władze nie inwestują wystarczająco w naszej dzielnicy. Podobnie było w Howard, w Dakocie. Dlatego stawiam pytanie czy rozwiązanie, które zmieniłoby obraz naszej dzielnicy, nie jest na wyciągnięcie ręki i możliwe do zrealizowania przez każdego z nas? Jest to kwestia, nad którą warto się zastanowić.

Od dzisiaj będę robił zakupy w Nowej Hucie, licząc, że przez ten mały gest, powstawać będą nowe sklepy, nowe kluby i kawiarnie, nowe restauracje, nowe przedszkola i szkoły, nowe chodniki i instytucje. Wybierając lokalne firmy czy usługi, aktywnie wspieramy miejscowy rynek, dając impuls do rozwoju i zarobek lokalnym interesom rodzinnym. Czy więc z tego prostego hasła, nie płynie głębsza mądrość? „Niech „dolary” z Nowej Huty, zostaną w Nowej Hucie”.

Michał Drewnicki

 *Artykuł ukazał się w kwartalniku Rady Dzielnicy XV Mistrzejowice – „Moja Piętnastka”.

Dodaj komentarz